Medycyna narracyjna. Teoria i praktyka

kwi 19, 2026 | Hipnoza, hipnoza kliniczna, humanistyka, Medycyna narracyjna

Medycyna narracyjna. Teoria i praktyka

Zacznijmy od cytatu, LEWIS R. WOLBERG, rok 1931. 

„Wiele lat temu, kiedy odbywałem staż w Szpitalu Ogólnym Hrabstwa Los Angeles, zostałem przydzielony do specjalistycznej ambulatoryjnej opieki medycznej. Bywalcami tej kliniki byli pacjenci z przewlekłymi schorzeniami, którzy od lat zgłaszali się do szpitala, desperacko szukając pomocy. Ich problemy były różnorodne. Bóle głowy, bóle pleców, zawroty głowy, skurcze brzucha, biegunka, kołatanie serca, problemy skórne, napady „gorączki” i niezliczone inne dolegliwości wypełniały gabinety lekarskie budynków kliniki. Przez lata wiernej pielgrzymki ich historie choroby nagromadziły się w ogromnych ilościach, co dla większości stażystów było sygnałem, że są uważani za beznadziejnych. Określani mianem „hipochondryków”, byli beznamiętnie przenoszeni z jednej placówki do drugiej. Gdy tylko stażysta tracił wiarę w swoje możliwości pomocy, odsyłał go do każdego nieostrożnego kolegi. Ostatecznym miejscem przeznaczenia była klinika specjalistyczna, do której zazwyczaj przypisywano nowych stażystów (…).

Ponieważ ta klinika była moim pierwszym zadaniem, nie wiedziałem, jak inaczej niż powtórzyć tę samą daremną rutynę, by skończyć tak samo zdezorientowany, jak moi poprzednicy przede mną. Wkrótce po tym, jak moje porażki stały się oczywiste, przyszedł mi do głowy pomysł. Pomyślałem o jednym z moich nauczycieli w Ambulatorium w Bostonie, czcigodnym lekarzu o nazwisku Joseph Pratt, który założył unikalną klinikę terapii grupowej dla przewlekle chorych pacjentów ambulatoryjnych. Członkowie jego grupy składali się z klientów, którzy, uważani za „hipochondryków”, zajmowali tak dużo miejsca w klinice, że nowi pacjenci ledwo mogli znaleźć miejsce do siedzenia. Dr Pratt postanowił uwolnić klinikę od tych stałych gości i przenieść ich do małego audytorium, gdzie co dwa tygodnie odbywały się inspirujące wykłady w ramach czegoś, co w istocie było grupowym doświadczeniem hipnotycznym. Pacjentów zachęcano do odchylenia się na krzesłach, zamknięcia oczu i słuchania melodyjnego głosu dr. Pratta, który nakazywał im stopniowe rozluźnianie mięśni i bez wysiłku wprowadzanie się w stan senności. Udzielano im przekonujących sugestii, aby pomogli im skupić się na radosnych uczuciach i odwrócić myśli od bólu i cierpienia. 

My – studenci medycyny przydzieleni do dr. Pratta – nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy ani nie docenialiśmy tego, że byliśmy świadkami medycznego cudu. Uzdrowienia w Lourdes nie mogły być bardziej spektakularne. Pacjenci przyznawali, że po raz pierwszy od lat czują się lepiej bez żadnych leków ani badań diagnostycznych. Relacje o sukcesach rozbrzmiewały w audytorium, a ci, którzy wygłosili najbardziej przekonujące deklaracje, byli przenoszeni na przód sali. Nowi pacjenci byli przydzielani tym weteranom, którzy nawracali ich na nowy styl życia. Atmosfera przypominała spotkanie odnowy religijnej, a jeden z moich kolegów z klasy żałośnie nazwał grupę „Anonimowymi Hipochondrykami”. Ta pogarda dla tego, co wydawało nam się nienaukowym, pseudoreligijnym podejściem do medycyny, była naiwnym przejawem naszego oddania empiryzmowi, ponieważ jako starsi studenci medycyny uważaliśmy, że nigdy nie powinniśmy pozwalać sobie na oddalanie się od świętych wrót nauki. Nasze uprzedzenia uniemożliwiły nam wyciągnięcie wniosków z lekcji, której próbował nas nauczyć dr Pratt, a mianowicie, że ciepła relacja międzyludzka jest równie potężna, jak najlepszy cudowny lek.

Jako „uczeni w okresie zarodkowym”, nie mogliśmy pojąć, że narzędzia psychologiczne są tak samo potężne, jak bloczek recepturowy i skalpel. 

W rzeczywistości dr Pratt poprzez swoje „relaksujące” ćwiczenia osiągał redukcję napięcia. Wiedział, że napięcie podtrzymuje objawy. Obniżając poziom napięcia, odwracając uwagę pacjentów od ich dolegliwości, zachęcając ich do interakcji i angażując w aktywności społeczne, zapewniał im sposób na przerwanie błędnego koła choroby. Odrzucając więc na chwilę moje naukowe zaangażowanie, praktykowałem techniki relaksacyjne dr. Pratta z grupą dwunastu pacjentów. Rezultaty były elektryzujące. Po raz pierwszy od lat pacjenci opuszczali klinikę w dobrych nastrojach. Podczas późniejszych sesji uczyłam ich, jak relaksować się samodzielnie w domu (autohipnoza), nalegając, aby przynosili pisemne raporty o swoich postępach. Między uczestnikami zaczęły się tworzyć przyjaźnie. Nie czuli się już ciągle nieszczęśliwi; w końcu zaczęli mówić o pozytywnych osiągnięciach. Te postępy utrzymywały się po opuszczeniu przeze mnie specjalistycznej kliniki. (Wolberg, Lewis R. (1972). Hypnosis – is it for you. New York: HARCOURT BRACE JOVANOVICH. Przedmowa)

Medycyna, przez długi czas zapatrzona w liczby, wyniki badań i obrazy diagnostyczne, uczyła się patrzeć na ciało jak na układ, który należy naprawić. W tym krajobrazie pojawia się kolejny głos, który przywraca słowu jego pierwotną wagę – głos Rity Charon. Jej propozycja, nazwana medycyną narracyjną, nie neguje osiągnięć biomedycyny, lecz przesuwa akcent: z choroby jako faktu biologicznego ku chorobie jako doświadczeniu opowiadanemu.

W centrum tej koncepcji znajduje się przekonanie, że człowiek nie tylko choruje, ale także opowiada swoją chorobę. Narracja pacjenta nie jest dodatkiem do diagnozy – staje się jej integralną częścią. To, jak ktoś mówi o bólu, jak porządkuje wydarzenia, jakie nadaje im znaczenie, odsłania nie tylko stan psychiczny, lecz także sposób przeżywania ciała. Medycyna narracyjna zakłada więc, że lekarz powinien rozwijać szczególną zdolność – kompetencję narracyjną. Nie jest ona jedynie umiejętnością słuchania, lecz raczej uważnego wchodzenia w strukturę opowieści: rozpoznawania jej rytmu, przerw, przemilczeń, metafor. Już w latach 40tych XX wieku Milton H Erickson, nota bene lekarz psychiatra, zwracał uwagę dokładnie na ten aspekt w obszarze własnej praktyki i narzędzia, które wyniósł do rangi sztuki – hipnozy. 

W tym sensie spotkanie lekarza z pacjentem przestaje być jednostronnym aktem diagnozy. Staje się wydarzeniem relacyjnym, dialogicznym, jak mówił m.in. ksiądz prof. Józef Tischne, w którym znaczenie choroby jest współtworzone. Lekarz nie tylko interpretuje objawy, lecz także uczestniczy w procesie nadawania sensu temu, co się wydarza. To przesunięcie ma charakter głęboko etyczny: pacjent przestaje być „przypadkiem”, a staje się podmiotem swojej historii.

Medycyna narracyjna wyrasta z szerszego nurtu medycyny humanistycznej, która od dawna przypominała, że w centrum praktyki medycznej stoi człowiek, nie zaś jego choroba. Humanizm medyczny akcentował empatię, godność, relację – jednak często pozostawał na poziomie postulatu. W tym kontekście propozycja Charon wydaje się krokiem dalej. Nie poprzestaje ona na wezwaniu do wrażliwości, lecz dostarcza konkretnych narzędzi: praktyk czytania, pisania, interpretowania. Medycyna narracyjna nie tylko mówi, że należy słuchać – uczy, jak słuchać.

Różnica ta jest subtelna, lecz zasadnicza. O ile medycyna humanistyczna formułuje etos, o tyle medycyna narracyjna tworzy swoistą metodologię obecności. Wprowadza do praktyki klinicznej elementy, które dotąd należały do humanistyki: analizę tekstu, refleksję nad językiem, świadomość narracyjnych struktur doświadczenia. W tym sensie staje się ona pomostem między naukami ścisłymi a naukami o człowieku, nazywane społecznymi.

Jej rozwój przebiega dziś w kilku wyraźnych kierunkach. Z jednej strony obserwujemy coraz silniejszą integrację z edukacją medyczną – studenci uczą się nie tylko anatomii i fizjologii, lecz także pisania refleksyjnego, interpretacji opowieści, rozumienia kontekstu kulturowego. Z drugiej strony medycyna narracyjna zbliża się do psychoterapii i badań nad traumą, gdzie narracja od dawna pełni funkcję porządkującą doświadczenie.

Istotnym kierunkiem jest także próba pogodzenia narracji z medycyną opartą na dowodach. Współczesna praktyka kliniczna coraz częściej uznaje, że dane statystyczne nie wyczerpują prawdy o pacjencie. Historia choroby – rozumiana jako opowieść – może uzupełniać, a niekiedy korygować obraz uzyskany z badań. W ten sposób rodzi się model bardziej złożony: taki, który łączy obiektywność danych z subiektywnością doświadczenia.

Nie bez znaczenia pozostaje również rozwój technologii. W epoce cyfrowej narracje pacjentów przenoszą się do przestrzeni online – forów, blogów, elektronicznych dokumentacji. Medycyna narracyjna zaczyna więc badać nowe formy opowiadania choroby, dostosowując swoje narzędzia do zmieniającego się świata.

Ostatecznie jednak jej sens pozostaje niezmienny. Chodzi o przywrócenie medycynie tego, co być może zostało na chwilę zapomniane: że leczenie zaczyna się od spotkania, a spotkanie – od wysłuchania historii. W tym świetle choroba przestaje być jedynie zakłóceniem biologii. Staje się opowieścią, którą można zrozumieć, przeżyć i – być może – przekształcić. 

Książka wydana przez Medycynę Praktyczną spełnia oczekiwania wytrawnych badaczy literatury a praktyków może dziwić właśnie z tego powodu. Jeśli jesteś literaturoznawcą, nawet amatorem albo neofitą tego rodzaju myślenia, zagłębianie się w ten tekst przyniesie Ci mnóstwo satysfakcji. Z własnej perspektywy zawodowej patrząc, dodatkowo przez pryzmat hipnozy klinicznej, uważność na słowa, którą wyniosłem ze swoich szkoleń zbladła przy tej pracy. Z lubością czytałem wielokrotnie Lutowego Człowieka (Erickson, Milton & Rossi, Ernest Lawrence (1996). Lutowy człowiek. Rozwój świadomości i poczucia tożsamości w hipnoterapii. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne), ale poziom analizy literackiej i poziom analizy językowej w ramach procesu terapeutycznego różnią się zasadniczo. Mariaż obu umiejętności mógłby przynieść nieoczekiwane korzyści, podobnie jak wyjście medycyny narracyjnej do korzystania z myślenia kategoriami reichiańskimi z rozwinięciami takimi jak „Accessing Your Life Force” dr Bennetta Shapiro. 

„Medycyna narracyjna. Teoria i praktyka” to doskonała praca. I żadnego psychologizowania, żadnego odwołania do hipnozy, transu, Miltona H. Ericksona. Literatura, opowieści, metafory, posiadają przebogatą możliwości wyrażania przeróżnych aspektów życia emocjonalnego człowieka, w tak licznych odsłonach, że często tylko rozwinięte naturalnie lub edukacyjnie umiejętności posługiwania się słowem, umożliwiają zrozumienie siebie, pacjenta czy Innych. 

Polecam. Książka do nabycia w Księgarni Medycyny Praktycznej.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Zobacz także inne artykuły

Poetyka i hipnoza kliniczna

Poetyka i hipnoza kliniczna

Poetyka jest jedną z dziedzin teorii literatury, która zajmuje się kwestią sposobu istnienia dzieła literackiego jako tworu językowego. Poetyka bada ogólne reguły organizacji...